Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Bielański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Bielański. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2023

Sekretarz Michał PAWLACZYK vs ex-sekretarz Zbigniew RYBAK

 

Jakie obowiązki ma sekretarz miasta? Czy do jego kompetencji należy komentowanie działań radnych? Czy sekretarz Michał Pawlaczyk przekroczył swoje kompetencje? Czego mógłby uczyć się od ex-sekretarza Zbigniewa Rybaka?

Dyskusja na ten temat odbyła się podczas L sesji Rady Miasta Oleśnicy VIII kadencji z 26 stycznia 2023 roku.



SKOMENTUJ NA FACEBOOKU


sobota, 30 kwietnia 2022

Oświadczenie radnego Kazimierza Karpienki w sprawie Roberta Sarny


Podczas XLI sesji Rady Miasta Oleśnicy VIII kadencji w dniu 28 kwietnia 2022 roku radny Kazimierz Karpienko (były członek PZPR, obecnie członek PiS) przeczytał oświadczenie, w którym odniósł się do wypowiedzi radnego Roberta Sarny z poprzedniej sesji Rady Miasta. Oświadczenie sprowokowało dyskusję, do której włączyli się inni radni. 

Jest to już kolejne wystąpienie radnego Karpienki skierowane personalnie do innego radnego. Radny Karpienko w podobnym tonie rozliczył już radnego Pawła Bielańskiego i Michała Kołacińskiego. Kto następny znajdzie się na celowniku radnego? I czy rzeczywiście do tego służy Rada Miasta? Jakież to dobro wynika z tego dla mieszkańców Oleśnicy?



Oto treść oświadczenia radnego Kazimierza Karpienki:

"Oświadczenie w sprawie wystąpienia radnego Roberta Sarny na sesji w dniu 31 marca 2022 roku

W trakcie 40. sesji Rady Miasta Oleśnicy w dniu 31 marca 2022 roku stałem się obiektem personalnego ataku radnego Roberta Sarny. Chciałbym się odnieść do tej werbalnej napaści.

Pierwszy jej aspekt to próba wmówienia opinii publicznej, że rzekomo „obraziłem kobietę”. Odbieram to jako rozpaczliwą próbę ciągnięcia wątku schronu i pewnej fundacji, co stanowi realizację planu osłabiania mojej pozycji politycznej wyznaczonego radnemu Sarnie przez pewnych dwóch radnych.

Oświadczam, że nikogo nie obraziłem. Odniosłem się do powszechnie nagłośnionego przez rodzinę prezes fundacji, policję i media faktu, rzutującego na działalność i wiarygodność organizacji starającej się niedawno o nieruchomość będącą w mojej administracji jako prezesa Rodzinnego Ogrodu Działkowego. Wcześniej byłem przysłowiowym „czarnym ludem” w publicznych wystąpieniach tej pani.

Mój szacunek do kobiet jest powszechnie znany i nie pan Sarna będzie arbitrem w tym zakresie.

Drugi aspekt to publiczne podanie przez radnego Sarnę moich danych osobowych, co stanowiło – nie tylko w moim odczuciu – naruszenie obowiązujących przepisów. Numer dowodu osobistego, adres, imiona rodziców – to są dane, z którymi niekoniecznie chcę się obnosić. Sprawa ta będzie jednak toczyć się w odrębnym trybie.

Trzeci aspekt to ogłoszenie przez Roberta Sarnę Oleśnicy i całemu światu, że byłem członkiem PZPR. Radny poinformował o tym tak, jakby dokonał odkrycia prochu. Sęk w tym, że jest on dawno wymyślony.

Nigdy nie ukrywałem swojej przynależności do wspomnianej partii w czasach PRL-u. W 2. numerze nieistniejącego już tygodnika „Kurier Oleśnicki” z 4 października 1991 roku opublikowano wywiad ze mną jako radnym. Redaktorzy Andrzej Szachnowski i Andrzej Makarczuk powiedzieli w nim: „Należał Pan do PZPR”. Moja odpowiedź brzmiała: „Tak. Oczywiście”. To było 31 lat temu. I co Pan na to Panie Sarna?

Stwierdził Pan na sesji – cytuję: „Pan Kazimierz dwukrotnie mówił na sesjach, że nie był członkiem PZPR. Okłamał pan radnych i mieszkańców”. Ponadto nazwał mnie Pan „kłamczuszkiem”.

Już po Pana wystąpieniu zaprzeczyłem, żebym składał tego rodzaju oświadczenia na sesjach. Teraz mogę to tylko stanowczo powtórzyć. Byłoby nieroztropne z mojej strony, gdybym składał takie deklaracje, skoro w publicznym wywiadzie oświadczyłem co innego.

Panie radny Sarna, ktoś Pana pokierował w ślepy zaułek, a kto – możemy się domyślać, ale o tym za chwilę.

Pana „wytropienie” mojej rzekomo ukrywanej przynależności do PZPR jest dość zabawne w kontekście historii Polski i biografii Polaków. Odnoszę wrażenie, że Pańska wiedza jest dość ograniczona.

Czy Pan wie, że do PZPR należeli między innymi: działacze późniejszej opozycji demokratycznej Joanna Duda-Gwiazda, Jacek Kuroń, Bogdan Lis, Walerian Pańko, Ludwika Wujec, a także reżyserzy Kazimierz Dejmek i Jerzy Kawalerowicz, literaci Konstanty Ildefons Gałczyński, Jerzy Pilch, satyrycy Jeremi Przybora, Jan Pietrzak, Marcin Wolski, komentator sportowy Tomasz Hopfer, sędzia piłkarski Michał Listkiewicz, bokser Jerzy Kulej, aktorzy Kazimierz Kaczor, Jerzy Trela, dziennikarz Bogusław Wołoszański? Rozumiem, że dla Pana są to ludzie skończeni i niegodni piastować nawet funkcji radnego w małym mieście...

A jak się Pan pogodzi z wiedzą, którą teraz Panu przekazuję, że byli członkowie PZPR są w gronie autorytetów i działaczy Platformy Obywatelskiej, którą Pan reprezentuje? Mam na myśli na przykład Leszka Balcerowicza, Bronisława Geremka, Andrzeja Rzeplińskiego, europosła Dariusza Rosatiego, posłów PO Leszka Korzeniowskiego, Mirona Sycza, Bożenę Sławiak, Mariana Czerwińskiego, a także Tomasz Nałęcza – doradcę prezydenta Komorowskiego, Zbigniewa Ćwiąkalskiego i Barbarę Kudrycką – ministrów w rządzie Donalda Tuska. Tę listę można ciągnąć w nieskończoność. I tylko nie wiem, co Pan jeszcze robi w Platformie Obywatelskiej.

Pan powinien zapisać się w końcu do Oleśnicy Razem i już jawnie realizować dyrektywy „niezłomnych” polityków lokalnych. Ich praca nad Panem zaczęła przynosić efekty. Jeden urabia Pana na wycieczkach rowerowych, drugi na meczach piłkarskich. Osiągnęli to, co chcieli – Sarna dał się podpuścić i zaatakował Karpienkę. I tak oto stał się Pan politycznym zającem. Marna to rola na tej naszej oleśnickiej scenie.

Co mogę Panu radzić? Niech Pan się zajmie swoją osobą. Obserwuję z rozbawieniem, że ma Pan z tym pewien problem. Miał Pan zostać kierownikiem w MGK, ale pierwszego dnia się Pan rozchorował. Objawił się Pan w Starostwie Powiatowym, ale też na krótko. Podobnie krótka była Pana kariera jako przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy. Chciał Pan zostać burmistrzem Bierutowa, ale bez skutku. Z Pana pozycją w Platformie Obywatelskiej jest też cieniutko. Zresztą stale macie w tej partii na szczeblu lokalnym jakiś bałagan. Trzeba koła rozwiązywać, ustalać, kto rzeczywiście pełni funkcję, rozsądzać bijatyki pomiędzy członkami, powtarzać wewnętrzne wybory.

A Pan, zamiast pracować dla swojej partii, prawdopodobnie stał się przekaźnikiem i narzędziem w rękach panów z jakiejś organizacji. I kiedy oni już dostali ode mnie należne odpowiedzi na swoje ataki, teraz wystawili na pierwszą linię Pana. Jak to dla Pana wypadło, niech ocenią oleśniczanie.

Na koniec życzę Panu powodzenia w dziele lustracji mojej skromnej osoby.

Taka jest moja opinia i ocena wydarzenia, do którego się odniosłem.
Kazimierz Karpienko Radny Rady Miasta Oleśnicy".


piątek, 30 lipca 2021

Trwa audyt w Atolu. Spotkanie audytora z pracownikami odbyło się w monitorowanej sali...


Jak podała "Panorama Oleśnicka" (nr 30) spotkanie organizacyjne audytora z pracownikami odbyło się w monitorowanej sali. 

 

OKR Atol w Oleśnicy. Fot. Archiwum Redakcji.
 

Według informacji uzyskanej przez dziennikarzy "Panoramy Oleśnickiej", audytor Urzędu Miasta, pan Mariusz Więch, 21 lipca spotkał się z pracownikami OKR Atol w monitorowanej sali zakładu, aby omówić sprawy organizacyjne. 

Pracownicy zostali poinformowani, że "będą mogli wypełnić anonimowe ankiety z pytaniami m.in. o ewentualny mobbing w Atolu. Po zebraniu ankiet i indywidualnych rozmowach będzie sporządzony raport" ("Panorama Oleśnicka" nr 30, 27 lipca - 2 sierpnia 2021).


Fakt uniemożliwienia radnym przyglądanie się czynnościom audytowym skomentowali radni Damian Siedlecki i Paweł Bielański 


  • Radny Damian Siedlecki

"Jeśli Burmistrz Oleśnicy, pan Jan Bronś, myślał, że brak odpowiedzi na wniosek złożony przez dwa kluby radnych: KO i OR (treść wniosku: https://www.facebook.com/damian.siedlecki/posts/4437827226251488) zakończy sprawę skarg pracowników OKR Atol na działania prezesa spółki, to się grubo mylił. 

W poniedziałek złożyłem wspólnie z radnym Pawłem Bielańskim dwa tożsame wnioski o umożliwienie przeprowadzenie kontroli radnego w trybie art. 24. pkt 2. ustawy o samorządzie gminnym. W treści wniosku (screen #1) wnioskowaliśmy o: 

🔴 udostępnienie wszelkich dokumentów wytworzonych w trakcie i w związku z trwającym audytem w spółce OKR Atol,
🔴 wgląd (obserwację) w czynności prowadzone przez audytora,
🔴 możliwość przeprowadzenia rozmowy z audytorem na temat przedmiotu kontroli oraz samego postępowania kontrolnego. 

Poinformowaliśmy o naszym osobistym stawiennictwie w następnym dniu (tj. we wtorek, 27 lipca) o godzinie 10:00. 

Odpowiedź dostaliśmy (screen #2 i screen #3). Na całe OSIEM (!!!) minut przed zapowiedzianą wizytą w ratuszu. Otóż radcy prawni Urzędu Miasta (pan sekretarz Michał Pawlaczyk nie raczył był udzielić informacji konkretnie, który z prawników) uznali, że jako radni nie mamy prawa "brać udziału w czynnościach audytowych", a nasz wniosek o rozmowę z audytorem, jest już absolutnie karygodny, jako "dalece sprzeczny z Międzynarodowymi Standardami Praktyki Zawodowej Audytu Wewnętrznego", bowiem rzekomo my - radni - mielibyśmy w jakiś tajemniczy sposób narzucać zakres audytu i wpływać na samego audytora. 

Tym samym uniemożliwiono nam sprawowania mandatu radnego i dostępu do informacji wynikającego z zapisów ustawowych. 

W samej tej krótkiej odpowiedzi na nasze wnioski jest co najmniej kilka sprzeczności, które wyraźnie sugerują, że odmówiono nam bynajmniej nie na podstawie prawa, a sama odmowa wynikała wyłącznie ze złej woli urzędników. 
 
Po pierwsze:
nie wnioskowaliśmy o "branie udziału w czynnościach audytowych", a jedynie o możliwość WGLĄDU w czynności kontrolne. Czym innym jest przeprowadzanie audytu, a zupełnie czym innym jest BIERNA OBSERWACJA pracy audytora. 

Po drugie:
autor odpowiedzi, udzielając odmowy, ani razu nie powołuje się na jakikolwiek akt prawny (ustawa, rozporządzenie), bądź precedensowy wyrok lub orzeczenie jakiegokolwiek sądu administracyjnego. To raczej nietypowe w pracy prawnika. Co więcej: "Międzynarodowe Standardy Praktyki Zawodowej Audytu Wewnętrznego", które przywołał pan sekretarz, to żaden akt prawny, a jedynie zbiór dobrych praktyk. W całym swoim 43-letnim życiu nie spotkałem się z przypadkiem, by jakikolwiek prawnik nadawał takiemu swoistemu "poradnikowi" wyższą rangę niż obowiązującemu aktowi prawnemu, jakim jest ustawa o samorządzie gminnym. Dlatego też mamy uzasadnione podejrzenie, że w przygotowaniu odmownej odpowiedzi nie brał udziału żaden prawnik. Tym bardziej, że pomimo kilkukrotnego zapytania, pan Pawlaczyk nie chciał ujawnić nazwiska tego radcy, z którym rzekomo uzgadniał treść tejże odpowiedzi. 

Po trzecie:
pismo z urzędu przyszło o godzinie 9:52. W tym momencie byliśmy już pod ratuszem i przygotowywaliśmy się do wejścia do magistratu. Nawet gdybyśmy chcieli, to nie mieliśmy możliwości dokładnego zapoznania się z tym pismem. Stąd też nasza reakcja była raczej spontaniczna, ale wyważona. 

Po czwarte:
rozmowa z panem Pawlaczykiem, Sekretarzem Miasta - jednym z najważniejszych urzędników w Urzędzie, który opowiadał takie niedorzeczności, że mi na jego miejscu byłoby zwyczajnie wstyd. Dla przykładu zacytuję: 
 
❌ "Uprawnienia kontrolne ma RADA, nie radny"🤦.
Tutaj polecam panu sekretarzowi: screen #4, i jego źródło: https://wspolnota.org.pl/news/nowe-uprawnienia-kontrolne-radnych
❌ Na moje pytanie "Czy standardy audytu to jest obowiązujące prawo?" odpowiedział: "To jest standard wyznaczony przeprowadzenia audytu" 🤦. 
❌ Do radnego Bielańskiego: "Będąc wieloletnim pracownikiem tej spółki (...), Pana udział w tym audycie, mógłby też w jakikolwiek sposób wpływać na audytora". W jaki sposób? "Nie wiem. Po prostu nie wiem" 🤦. 

Cała rozmowa z sekretarzem Pawlaczykiem została zarejestrowana na materiale video, po jego uprzedniej zgodzie i będzie wykorzystana w dalszych krokach podejmowanych przez nas - radnych - w tej sprawie. 
 
A takie kroki podejmowane będą. 

Na pewno. 

A tak zupełnie na marginesie: 
 
ciekawe co "Międzynarodowe Standardy Praktyki Zawodowej Audytu Wewnętrznego", które najwyraźniej wg oleśnickich urzędników zdają się być dokumentem rangi wyższej niż obowiązująca ustawa, mówią o przeprowadzeniu rozmów ze skarżącymi się na mobbing pracownikami. W monitorowanym pomieszczeniu, tuż pod czujnym okiem prezesa. 🤔".

(Damian Siedlecki, Facebook, 28 lipca 2021) 

 

Podczas polemiki, która wywiązała się w komentarzach pod niniejszym postem na Facebooku, Damian Siedlecki napisał m.in.: 

"Jeśli chodzi o 'audyt', to pragnę zwrócić uwagę, że pracownicy spółki już na początku roku zwracali się do burmistrza z prośbą o interwencję. Sytuacja nie uległa zmianie nawet w najmniejszym stopniu. Dopiero teraz, gdy pracownicy zwrócili się do mediów, zaczęły się jakiekolwiek działania. A czy są to działania realne, czy tylko pozorowane? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast o sytuacji, którą opisałem w ostatnim akapicie: spotkanie audytora z pracownikami skarżącymi się na zachowanie prezesa spółki odbyło się w monitorowanej salce, a swobodny dostęp do zapisów monitoringu ma właśnie prezes.

My właśnie chcieliśmy sprawdzić, czy przymioty niezależności i rzetelności audytu nie zostały m.in. w taki właśnie sposób zniweczone. 

Pracownicy są zdesperowani. Zwrócili się do burmistrza - bez efektu. Zwrócili się do mediów - media nagłośniły sprawę, jednak nie mają narzędzi, by drążyć temat. Dlatego zwracają się również do nas - radnych, którym mieszkańcy udzielili mandatu w wolnych wyborach. A my, wbrew temu, w co chciałby wierzyć sekretarz Pawlaczyk, uprawnienia kontrolne posiadamy. 

Odnośnie udziału p. Bielańskiego w kontroli: tu musi Pan przyznać, że pan Bielański jest takim samym radnym, jak ja i w związku z tym posiada takie same uprawnienia, jak ja i każdy inny radny. To, że był pracownikiem spółki nie może go stygmatyzować na całe życie. Natomiast w tym konkretnym przypadku, jego wiedza mogłaby się okazać przydatna. Na przykład jeśli chodzi o rozmieszczenie kamer monitoringu w pomieszczeniu, w którym osoba przeprowadzająca audyt spotykała się z pracownikami spółki, o czym sam audytor zapewne nie wiedział. 

Czy uważa Pan, że pracownicy byliby gotowi otwarcie skarżyć się na prezesa w obecności kamer, wiedząc, że są przez niego obserwowani i w konsekwencji swoich wystąpień mogliby zostać zwolnieni? 

Na taką kontrolę mógłbym pójść z każdym radnym, gotowym działać dla dobra mieszkańców. Ale tak się składa, że radni koalicji rządzącej - tej "egzotycznej" - nie przejawiają zainteresowania. Być może nie mogą. Dobrze pamiętam, jak podczas kontroli w MOPSie, wszelkie moje wnioski - mocne, podparte dowodami - zostały jeden po drugim odrzucane przez radnych burmistrza Bronsia i PiS. Bo nie jest w interesie burmistrza i ugrupowania rządzącego, by jakakolwiek kontrola miała cokolwiek wykazać. 

I stąd m.in. moje publiczne informowanie i działaniach. Wobec tego, że z taką oportunistyczną postawą radnych i urzędników spotykam się coraz częściej (!!!), przyjąłem postawę publicznego informowania o tym, jakie podejście do prawa mają urzędnicy, Jan Bronś i jego radni. Pan to nazwie "pieniactwem", inni zobaczą w tym prawdziwy obraz oleśnickiego magistratu. Oczywiście w międzyczasie podejmę - nawet wespół z radnym Bielańskim - wszelkie kroki przewidziane w polskim prawie, by doprowadzić sprawę do końca, ale to może się ciągnąć miesiącami, a nawet latami".

(Damian Siedlecki, Facebook, 29 lipca 2021) 


  • Radny Paweł Bielański 

"AUDYT - sprawy pracownicze w spółce ATOL

Gdy urzędnik podległy burmistrzowi mówi mi co jako radny mogę robić, a czego nie powinienem, to zawsze zastanawiam się jaki ma w tym cel i co tak naprawdę chce uzyskać? Bo to, że taki urzędnik broni bezpośrednio lub pośrednio interesów burmistrza to nie muszę chyba nikomu tłumaczyć. 

O roli radnego w samorządzie pisałem już wielokrotnie. Jak mam być radnym biernym, który unika sytuacji trudnych, nie zadającym pytań i nie szukającym rozwiązań, to wówczas według mnie lepiej zrezygnować z funkcji radnego. 

Wypowiedź sekretarza miasta, którą przywołuje radny Damian Siedlecki, odbieram jako bezpośredni atak na mój wolny mandat radnego. Źle to świadczy o obecnych standardach samorządowych. 

I żeby była pełna jasność - moje zaangażowanie w tę konkretną sprawę nie wynika z tego, że chce zrobić "szoł" czy zrobić na złość burmistrzowi, czy powołanemu przez niego prezesowi. Postanowiłem się zaangażować właśnie dlatego, że pracowałem w Atolu i znam doskonale zasady funkcjonowanie miejskiej spółki. Ale też z uwagi na fakt, że znam wielu byłych i obecnych pracowników Atola, którzy wkładają dużo serca w swoją pracę. Pracownicy byli zawsze wartością dodaną Atola. To co od nich słyszę od wielu już miesięcy zwyczajnie nie mieści się w głowie. Nie sposób przejść obok tego obojętnie, bo oznaczałoby to zgodę i aprobatę dla takiego sposobu zarządzania. A mojej zgody na to być nie może. Mandat radnego zobowiązuje, ale jeszcze ważniejsza jest zwykła ludzka przyzwoitość".

(Paweł Bielański, Facebook, 28 lipca 2021)

 

SKOMENTUJ NA FACEBOOKU


piątek, 2 lipca 2021

Paweł Bielański: "W dyskusjach na sesjach rządzącym brakuje merytorycznych argumentów, używają zatem z coraz większą intensywnością ataków personalnych, często używając kłamstw i manipulacji"


Podczas XXX sesji Rady Miasta (30 czerwca 2021) radny Paweł Bielański wydał oświadczenie, które jest odpowiedzią na ataki personalne, kłamstwa i pomówienia ze strony rządzących na jego osobę. 

 

XXX sesja Rady Miasta Oleśnicy dnia 30 czerwca 2021 roku. Fot.: Kadr z transmisji obrad.

 Oświadczenie

Szanowni Państwo, po serii bezpardonowy ataków na moją osobę pragnę odnieść się do kłamstw i pomówień rozpowszechnianych na mój temat. Z góry przepraszam mieszkańców za taką sytuację, zawsze na sesjach Rady Miasta chcę rozmawiać o Państwa sprawach oraz problemach miasta, jednak radni z rządzącej koalicji postanowili przyjąć inną postawę i zamiast skupiać się na sprawach oleśniczan, najdłuższe wywody poświęcają radnym opozycji.

W dyskusjach na sesjach rządzącym brakuje merytorycznych argumentów, używają zatem z coraz większą intensywnością ataków personalnych, często używając kłamstw i manipulacji. Doświadczam tego ja, ale też m.in. radny Damian Siedlecki z klubu radnych Koalicji Obywatelskiej czy radna Beata Krzesińska z klubu Oleśnica Razem. Dociekliwi i zadający trudne pytania radni są zagrożeniem dla władzy, dlatego w jej oczach radni są agresorami.

Aby zdyskredytować moją osobę, podważane jest moje wykształcenie, praca radnego oraz praca zawodowa. Dlatego w kilku punktach chciałem odnieść się do oszczerstw rozpowszechnianych przez obecne władze Oleśnicy na mój temat.

1. Po pierwsze: rządzący rozpowszechniają narrację, że „radny Bielański nic nie zrobił, ale wysokie diety pobierał”.

Swoją pracę dla lokalnej społeczności rozpocząłem w 2014 roku, gdy objąłem mandat radnego po zwycięstwie w Jednomandatowym Okręgu Wyborczym (okręg nr 12 na Serbinowie). Wówczas otrzymałem 192 głosy poparcia. Po wygranej, nie odnosiłem się ani razu do ówczesnych przegranych. Nie upajałem się zwycięstwem, tylko z pokorą pracowałem dla mieszkańców. Przez kolejne lata (m.in. wraz z radnym A. Wójcikiem) skutecznie zabiegałem o inwestycje w obrębie osiedla Serbinów, gdzie zainwestowano ponad 2 miliony złotych. Burmistrz M. Kołaciński zdecydował, że w kolejnych budżetach znalazły się środki finansowe na takie inwestycje jak: 

1. Remont i przebudowa ulicy Sikorskiego.
2. Budowa parkingów – powstało ponad 40 miejsc parkingowych (nikt wówczas nie oglądał się na spółdzielnie mieszkaniową);
3. W 2017 roku powstały nowe chodniki wzdłuż Parku Kopernika do stacji diagnostycznej ;
4. W ramach rewitalizacji Parku Kopernika powstały utwardzone ścieżki, zainstalowana została tzw. zielona siłownia, a w planach ZBK ujęto plac zabaw, który został wykonany już w tej kadencji.
5. Byłem autorem projektu „Oświetlenie Parku Kopernika” zgłoszonego w ramach OBO. Dzięki wspólnemu wysiłkowi mieszkańców projekt okazał się zwycięski i Park Kopernika po wielu latach został oświetlony. 

To tylko kilka inwestycji, które udało się dla mieszkańców pozyskać. Jak wyborcy ocenili moją pracę radnego po kadencji? Otóż w 2018 roku w wyborach zdobyłem 631 głosów. Według prowadzonej narracji to ma być moja „sromotna przegrana” za którą teraz dokonuję jakieś wendety. Prawem opozycji jest ocena, ale też krytyka działań władzy. To są podstawy demokracji. Jak ktoś tego nie rozumie i nazywa to wendetą, to zwyczajnie nie rozumie samorządu.

Według fałszywych informacji rozpowszechnianych przez rządzących, jako radny nic nie robiłem, a tylko pobierałem wysokie diety w sumie 86 tysiące złotych. Jest to oczywiste kłamstwo. Próbując zdyskredytować moja osobę rządzący podają opinii publicznej fałszywe informacje, celowo zawyżając kwoty diet (o ponad 10 tys. złotych). Niestety „fake newsy” stały się normą dla obecnej rządzących. Przy wykorzystaniu „fake newsów” prowadzili kampanię wyborczą, sprawując władzę również nie mają żadnych zahamowań by kłamstwami karmić opinię publiczną. Przekłamania dotyczące wynagrodzeń stały się dla obecnej władzy stosowaną praktyką polityczną. Nawet komisja rewizyjna w protokołach kontroli zapisywała podobne kłamstwa. Sam radny K. Karpienko doskonale o tym wie, bo wysyłał w tej sprawie pisma do organów ścigania. Kolejny „fake news” rozpowszechniany przez obecne władze dotyczy rzekomych działań opozycji zmierzających do zamknięcia miejskiej ogrzewalni. Tutaj rządzący wspięli się na Himalaje hipokryzji i zakłamania.

2. Po drugie: „kłamliwa narracja władzy - Bielański zaniedbał obowiązki zawodowe”. 

Co do rzekomych zaniedbań obowiązków zawodowych w Atolu. Mają Państwo radni pełen dostęp do dokumentów Rady Nadzorczej Atola, która jest organem kontrolnym spółki.

W każdym corocznym sprawdzaniu jest szczegółowo opisane co zostało wykonane w zakresie prac inwestycyjnych i remontowych. Proszę wskazać jeden zapis w tych dokumentach, że dział techniczny którym kierowałem nie zrealizował powierzonych przez zarząd zadań. Ponadto skoro, Bielański był rzekomo tak nieudolny i nie wykonywał powierzonych obowiązków to dlaczego nowy prezes nie zwolnił mnie zaraz po objęciu stanowiska? Po 5 latach odszedłem z Atola na swój wniosek, postanawiając podjąć nowe wyzwania zawodowe.

Rządzący Oleśnicą postanowili wypominać mi również wysokie zarobki za pracę zawodową w miejskiej spółce. Jest to kolejna manipulacja, którą bardzo łatwo sprawdzić. Wystarczy porównać ile w Atolu zarabiał Bielański, ile poprzedni dyrektor techniczny. Ile zarabiają kierownicy, którzy pracowali po moim odejściu. Skoro zaglądacie mi Państwo do kieszeni zróbcie to rzetelnie.

W sprawowaniu funkcji publicznej fundamentalną sprawą jest kwestia wiarygodności. Kto wydał polecenie rozpowszechniana „fake newsów” na mój temat? Nie sądzę, że są to partyjni zwierzchnicy radnego K. Karpienki, bo działacze PiS wiedzą, że w kadencji 2014-2018 w Oleśnicy PiS współrządził, a opowiadając o rzekomych zaniedbanych radny Karpienko obciąża pośrednio swoich partyjnych kolegów. To dość zaskakująca postawa, bo po rozpadzie koalicji z Platformą Obywatelską, partię PiS docenił sam Jan Bronś, który osobiście zabiegał u polityków Prawa i Sprawiedliwości o zawarcie koalicji - deklarując lojalność.

Podsumowując:

Szanowni Mieszkańcy, ustawowym obowiązkiem Rady Miasta i nas radnych jest kontrola działalność burmistrza. To nasz obowiązek. Wzmożenie ataków personalnych na radnych opozycji nie są przypadkowe. To celowe i zaplanowane działania władzy by zdyskredytować radnych opozycji, która celnie wskazuje problemy miasta i krytykuje złe decyzje burmistrza. Oświadczam, że nie poddam się presji, ataki personalne wymierzone w moją osobę, nie zniechęca mnie by kontynuować służbę dla mieszkańców i misję radnego. Nigdy nie należałem do żadnej partii, więc nie muszę wykonywać poleceń partyjnych zwierzchników. Moją „partią” jest Oleśnica i tylko głosów jej mieszkańców będę słuchał.

Paweł Bielański
Radny Rady Miasta Oleśnicy

 

Skomentuj na Facebooku

 

 

czwartek, 17 czerwca 2021

Jak to z Zakątkiem Japońskim naprawdę było sprawdził Paweł Bielański


Przedstawiamy publikację oleśnickiego radnego, Pawła Bielańskiego, na temat Zakątka Japońskiego, który miał być, ale go nie ma... 

 

Ogród japoński

„Zakątek japoński” czyli oszukani oleśniczanie 
 
O wypaczeniu idei budżetu obywatelskiego przez obecne władze miasta napisano już wiele. Rządzący podjęli szereg złych decyzji, a w konsekwencji dewaluacja oleśnickiego budżetu obywatelskiego stała się faktem. 

Wszystkich nas zbulwersowała sprawa wyrzucenia do kosza projektu „Zakątek japoński” – to jedno ze zwycięskich zadań zgłoszonych do OBO w edycji 2020. Przypomnę, że projekt „Zakątek japoński” spełnił wszelkie wymogi formalne, a w głosowaniu OBO zdobył 166 głosów oleśniczan, co przy spadającej popularności OBO było b.dobrym wynikiem. W celu realizacji „Zakątka japońskiego", w I etapie przewidziano opracowanie dokumentacji projektowej. Zgodnie z wnioskiem zatwierdzonym przez komisję weryfikacyjną OBO, na realizację zadania zarezerwowano w uchwale budżetowej na rok 2020 kwotę 95 tysięcy złotych. Burmistrz, który zobowiązany jest realizować zadania uchwały budżetowej miał 12 miesięcy na przygotowanie dokumentacji projektowej (cały 2020 rok). Jak wiemy zadania nie zrealizował. 

Nikt nie zgłosił się do przetargu? Sprawdzam. 

Na kwietniowej sesji Rady Miasta zastępczyni burmistrza Edyta Małys-Niczypor, zapytana przez radną Beatę Krzesińską o projekt „Zakątek japoński” dwukrotnie powiedziała cyt. „(…) nikt się nie zgłosił do przetargu (…)”. Według słów zastępczyni burmistrza to był powód braku wykonania zadania (w zał. fragment protokołu z sesji Rady Miasta i odpowiedź wiceburmistrz). O braku potencjalnych wykonawców pomimo cyt. „kilkukrotnie przeprowadzonych postępowań” informował również burmistrz Jan Bronś w „Raporcie o stanie gminy za 2020r”. 
 
Jak się okazało zarówno burmistrz jak i jego zastępczyni nie mówią prawdy. Nie było kilkukrotnych postępowań, a przez cały rok 2020 przeprowadzono zaledwie dwa przetargi. 

Pierwsze postępowanie ogłoszono dopiero w czerwcu 2020r. (w dniu 08.06.2020 roku,znak sprawy ZP/PN/8/2020). Przetarg miał wyłonić wykonawców dokumentacji projektowych dla ośmiu inwestycji, w tym dokumentacji projektowej dla zadania pn. "Zakątek japoński w rejonie stawu przy Parku Książąt Oleśnickich" (w postępowaniu określone jako zadanie nr 3). Czy zgłosili się oferenci? Tak! 

Wbrew zapewnieniom, które składała radnym na sesji Pani Edyta Małys-Niczypor swoje oferty złożyły 2 firmy tj. firma BROS PHU Piotr Prosa z Poznania (zaoferowała wykonanie dokumentacji „Zakątka japońskiego” za kwotę 47 847 zł) oraz firma DISTORE Sp. z o.o. z Ostrowa Wlkp. (oferująca wykonanie dokumentacji na kwotę 34 000 zł). W jakim celu zastępczyni postanowiła wprowadzić nas radnych w błąd? Nie mam pojęcia. 
 
A dlaczego odrzucono złożone dwie oferty i unieważniono postępowanie? 
 
Burmistrz w odpowiedzi na wniesione zapytanie radnego informuje tak cyt. ”(…) Niestety konieczność prowadzenie postępowania wyjaśniającego w sprawie niskich cen ofert (…) oraz treść tych wyjaśnień nie pozwoliły na rozstrzygnięcie tegoż postępowania”. Zatem z odpowiedzi burmistrza wynika, że ceny ofert były za... niskie (!). 
 
Co zdumiewające, jak wynika z dokumentacji przetargowej to zamawiający (Urząd Miasta) przeznaczył na wykonanie dokumentacji „Zakątka japońskiego” równe 60 tysięcy. Zatem obaj oferenci „zmieścili się” w tej kwocie, ale... cena była za niska ?! Co więcej, jak wspomniałem wyżej na całe zadanie zarezerwowano w budżecie 95 tys. (zgodnie z zatwierdzonym wnioskiem OBO). Dlaczego na realizację zadania dedykowano tylko 60 tysięcy, skoro było do dyspozycji 95 tys. zł. Skoro Urząd Miasta wycenił wartość zadania na 60 tys. to dlaczego komisja weryfikacyjna OBO, którą kierowała doświadczona Skarbnik Miasta uznała, że 95 tysięcy jest właściwą kwotą dla tego zadania? Taka sytuacja potwierdza tezę aktywisty miejskiego Macieja Matusiaka o celowym zawyżaniu wartości projektów zgłaszanych w ramach OBO. 

Drugi przetarg ogłoszono w dniu 21.09.2020r. (znak sprawy ZP/ZN/19/2020). Termin na złożenie oferty wynosił zaledwie 7 dni. I tu faktycznie żaden oferent się nie zgłosił. Nie zgłosił się z prostej przyczyny. Terminy określone przez Urząd Miasta na realizację zadania (czyli m.in. opracowanie projektu budowlanego, pozwolenia na budowę oraz uzgodnienia z konserwatorem zabytków) potencjalni oferenci określili jako cyt. „nierealne” do wykonania, o czym informowali Urząd. Żadna oferta zatem wpłynąć nie mogła. Burmistrz mógł „odfajkować załatwienie sprawy", a projekt "Zakątek japoński" wylądował w koszu. 

Podstawą idei budżetu obywatelskiego jest zaufanie. To swoista umowa między mieszkańcami i władzami miasta. W tym konkretnym przypadku oleśniczanie zaangażowani w projekt "Zakątek japoński" choć spełnili wszystkie warunki tej umowy zostali przez burmistrza po prostu oszukani, a my radni na sesji okłamani. Tu nie zawiodły żadne mechanizmy czy procedury. W całym tej sprawie jest jasne, że burmistrz nie chciał zrealizować pomysłu mieszkańców. Na majowej sesji zresztą sam powiedział, że ten projekt w ogóle nie powinien być zakwalifikowany do realizacji. Obywatelska aktywność i wysiłek mieszkańców nie miał dla burmistrza żadnego znaczenia. 

PS.
Miałem okazję ostatnio zwiedzać Ogród Chiński w warszawskich Łazienkach Królewskich. Na stosunkowo niewielkim obszarze stworzono piękna orientalną kompozycje. Zastawiałem się co musi się stać by nasza Oleśnica, zgodnie z pomysłem jej mieszkańców mogła wzbogacić się o tak urokliwe miejsce . Miejsce, które wyróżniło by Oleśnicę na tle innych powiatowych miast.

Paweł Bielański/FB




sobota, 30 stycznia 2021

"Niezwłocznie" - w praktyce przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy, Aleksandra Chrzanowskiego


Co znaczy "niezwłocznie" w praktyce przewodniczącego Rady Miasta Oleśnicy, Aleksandra Chrzanowskiego. 

 

 

Komentarz Oleśnica Razem:

Nowe "standardy" przewodniczącego Rady 
 
Radni w imieniu mieszkańców składają interpelacje i zapytania do burmistrza w sprawach dotyczących funkcjonowania miasta. Według przepisów prawa wynikających z ustawy o samorządzie gminnym* wójt (w gminie miejskiej jest to burmistrz) zobowiązany jest udzielić odpowiedzi radnemu nie później niż w terminie 14 dni. W obecnej kadencji samorządu radni otrzymują odpowiedzi bardzo często nawet po 22 dniach. Tak długi czas oczekiwania radnych na odpowiedź jest wynikiem opieszałości Przewodniczącego Rady Miasta Aleksandra Chrzanowskiego, który odpowiada za organizację Rady i z tego tytułu pobiera około 1100 zł dodatku funkcyjnego. Jak się okazuje przewodniczący przetrzymuje interpelacje radnych nawet ponad 8 dni. 
 
Na ostatniej sesji o przyczyny takiej sytuacji zapyta radny Paweł Bielański. 
 
W odpowiedzi Przewodniczący RM stwierdził, że wszystko jest zgodnie z przepisami, a 8 dni jest w jego ocenie przekazaniem interpelacji niezwłocznie (bez zbędnej zwłoki). Wyjaśniając absurd sytuacji warto podkreślić jaką czynność ma do wykonania Pan przewodniczący. Otóż ma interpelację zadekretować (podpisać) w biurze Rady Miasta, a resztą zajmują się już miejscy urzędnicy, Dla jasności napiszemy raz jeszcze: Przewodniczący RM potrzebuje 8 dni, aby złożyć podpis pod dokumentem i uważa że jest to czynność dokonana niezwłocznie. 
 
Warto nadmienić, że do pomocy przewodniczący powołała dwóch zastępców radnego Jacka Malczewskiego (klub radnych burmistrza) i Wojciecha Bartnika (z PiS) - obaj radni otrzymują comiesięcznie 522 zł dodatku funkcyjnego. Pomimo dwóch zastępców Aleksander Chrzanowski potrzebuje 8 dni na wykonanie banalnie prostej czynności administracyjnej, mając dyspozycji również urzędników z nowo powstałego Wydziału Organizacyjnego Urzędu Miasta. 

Przewodniczący nie odpisuje też radnym na składane zapytania przez służbową pocztę elektroniczną tłumacząc się problemami z internetem. 
 
Kilkunastogodzinne sesje Rady, z kuriozum w postaci głosowania radnych poprzez przez karty wysłane MMS bądź pocztą elektroniczną, to również zasługa Pana przewodniczącego. To jednak nie wszystko. Na ostatniej sesji przewodniczący wprowadził nowe niespotykane dotychczas "standardy" w Radzie Miasta. Otóż w punkcie sesji "Sprawy bieżące i wolne wnioski" wyłączył radnemu klubu Oleśnica Razem, Pawłowi Bielańskiemu mikrofon, stwierdzając, że radny wyczerpał już limit spraw i pytań, które może poruszyć w tym punkcie!? Szerzej sprawę opisuje radny na swoim oficjalnym profilu Paweł Bielański - Radny. 

Z przykrością stwierdzamy, że działania przewodniczącego są dla nas nieakceptowalne i niezrozumiałe. Przewodniczący zupełnie nie radzi sobie z powierzoną mu funkcją, a jego działania uderzają w prawa radnych oraz pośrednio w mieszkańców Oleśnicy, których radni reprezentują. 
 
*Art.24 ust 6. ustawy o samorządzie gminnym brzmi: 
 
Interpelacje i zapytania składane są na piśmie do przewodniczącego rady, który przekazuje je niezwłocznie wójtowi. Wójt, lub osoba przez niego wyznaczona, jest zobowiązana udzielić odpowiedzi na piśmie nie później niż w terminie 14 dni od dnia otrzymania interpelacji lub zapytania.

Oleśnica Razem/Fb


"Panorama Oleśnicka" nr 5, 2-8 lutego 2021, s. 4, w artykule Czy 8 dni oznacza niezwłocznie? pisze:

"Sąd Najwyższy w swoich wyrokach wskazuje, że terminu „niezwłocznie” nie należy utożsamiać z terminem natychmiastowym. „Niezwłocznie” oznacza termin realny, mający na względzie okoliczności miejsca i czasu. Innymi słowy - dokonanie czynności powinno nastąpić w możliwie najkrótszym terminie".


"Panorama Oleśnicka" nr 5, 2-8 lutego 2021, s. 4, Czy 8 dni oznacza niezwłocznie?

 

Po raz kolejny w tej kadencji samorządowcy mają problem ze słowem "niezwłocznie" i po raz kolejny rozumieją je tak jak im to pasuje.

Natomiast według Romana Hausera, byłego prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, określenie "bez zbędnej zwłoki" w postępowaniu administracyjnym nie jest tożsame z rozumieniem kodeksu cywilnego. Według Hausera należy przyjąć, że pojęcie "niezwłocznego załatwienia sprawy" ozna­cza "konieczność podjęcia rozstrzygnięcia natychmiast", "od ręki".

Roman Hauser, były prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, w swoim artykule zatytułowanym Terminy załatwiania spraw w K.P.A. w doktrynie i orzecznictwie sądowym wyjaśnia: 

"Jednym z istotnych i ważnych problemów dotyczących funkcjonowa­nia administracji publicznej jest szukanie rozwiązań prawnych wymuszają­cych na organach tej administracji sprawność działania. [...]

W ustawodawstwie polskim w różny sposób rozwiązywano problem terminów załatwiania spraw i skutków niezałatwienia sprawy w terminie określonym przepisami prawa. W k.p.a.2 (art. 68) ustawodawca nakazując generalnie załatwiać sprawy bez zbędnej zwłoki wskazywał, że sprawy, które nie wymagają zbierania przedwstępnych informacji, dochodzeń, opi­nii itp. (a więc w dzisiejszym ujęciu chodziło tu o sprawy, które nie wymagają postępowania wyjaśniającego) winny być z reguły załatwiane niezwłocznie. [...]

Przepisy rozdziału k.p.a. zatytułowanego "Terminy załatwiania spraw" są rozwinięciem zasad ogólnych postępowania administracyjnego. W szcze­gólności chodzi tu wprost o realizację zasady szybkości i prostoty postępo­wania administracyjnego (art. 12). Pośrednio chodzi tu także o zasadę pogłębiania zaufania obywateli do organów państwa (art. 8). W orzecznic­twie NSA wskazuje się ponadto, że także zasada sformułowana w art. 6 (praworządności) odnosi się do ścisłego przestrzegania terminów wyznaczo­nych do załatwienia spraw. Kodeks nakłada na organ mający załatwić sprawę obowiązek działania bez zbędnej zwłoki (§ 1). Słusznie wskazuje się, że nie chodzi tu o pojęcie zwłoki w rozumieniu kodeksu cywilnego. Sformułowanie kodeksowe należy rozumieć jako generalną wskazówkę do­tyczącą załatwiania wszystkich spraw w postępowaniu administracyjnym w taki sposób, by nie tylko dochować terminów zakreślonych w kodeksie, ale by w miarę możliwości sprawy załatwiać w terminach krótszych niż wyznaczone. [...]

K.p.a. wprowadza zasadę załatwiania niezwłocznego niektórych wyli­czonych rodzajów spraw (art. 34 § 2). Przepis nie wyjaśnia, co należy rozumieć pod pojęciem "niezwłocznego załatwienia sprawy". Należy przyjąć, za licznymi wypowiedziami w literaturze, że to nieprecyzyjne pojęcie ozna­cza konieczność podjęcia rozstrzygnięcia natychmiast, "od ręki"".
 
Roman Hauser, Terminy załatwiania spraw w K.P.A. w doktrynie i orzecznictwie sądowym, "RUCH PRAWNICZY, EKONOMICZNY I SOCJOLOGICZNY", Rok LIX, zeszyt 1, 1997, s. 1-11.


piątek, 29 stycznia 2021

Paweł Bielański: "Przewodniczący A. Chrzanowski wyłączył ten mikrofon mieszkańcom Oleśnicy"

 

Jeśli ktoś z Państwa myślał, że praca radnego jest łatwa i przyjemna, a sesja Rady Miasta przypomina spotkanie towarzyskie przy kawie... nic bardziej mylnego... Wystarczy posłuchać sesji Rady Miasta, aby się przekonać, że to jest ciężka walka o... głos. Tak, o głos. O prawo do zabrania głosu.
 
Jeśli radni chcą zabrać głos, muszą sobie to prawo do głosu wywalczyć, wyszarpać, wyrwać. A po wyrwaniu jeszcze utrzymać. Prawdziwa to sztuka!

 

 

Paweł Bielański: 

Komu Przewodniczący Rady Miasta wyłączył mikrofon?
 
W punkcie 15. porządku obrad styczniowej sesji Rady Miasta Przewodniczący rady zaplanował "Sprawy bieżące i wolne wnioski". Jest to stały punkt na każdej sesji, w którym radni poruszają bieżące sprawy mieszkańców, miasta oraz samej Rady. W tym punkcie radni mogą zapytać o pracę komisji stałych RM czy wymienić informacje z innymi radnymi. 
 
Katalog "spraw bieżących" jest szeroki i może być ich naprawdę wiele. W tym punkcie radni poruszają również sprawy, które zgłaszają do nich mieszkańcy, a które radni nie zawsze formują w formie interpelacji czy zapytań. Radni zgłaszają problem i oczekują po prostu wyjaśnień lub działań od burmistrza czy kierowników/dyrektorów jednostek organizacyjnych miasta. 

W punkcie "Sprawy bieżące i wolne wnioski" planowałem poruszyć sprawy: 

❌ podwyżek cen energii cieplnej zaplanowanej przez miejską spółkę MGK (drożeje ciepła woda i ogrzewanie);
❌ zmiany organizacji ruchu przy ulicy Kleeberga i Sucharskiego (pojawił się tam nowy znak nakazu, który komplikuję i utrudnia codzienne życie kierowców;
❌ planowanej zabudowy wielorodzinnej przy ulicy Rzemieślniczej;
 
Wszystkie te tematy dotyczą mieszkańców naszego miasta, którzy kierowali do mnie prośby o pomoc lub pytanie w powyższych sprawach. 

Po ponad 6 godzinach sesji Przewodniczący RM Aleksander Chrzanowski postanowił, że radny Paweł Bielański na tej sesji o nic więcej nie zapyta. Autorytarnie postanowił, że wyłączy mi mikrofon i więcej pytań do władz miasta już nie skieruje. Koniec. Wystarczy. Aleksander Chrzanowski wymyślił, że wyłączając mikrofon, wyłączy niejako radnego Bielańskiego i uwolni burmistrza od pytań. 
 
Ale tak naprawdę choć to mój mikrofon został wyłączony, to przewodniczący A. Chrzanowski wyłączył ten mikrofon mieszkańcom Oleśnicy, których w Radzie Miasta jako radny reprezentuje. Przykre. 
 
Kneblowanie ust radnym to nowa praktyka, której nie było dotychczas w Radzie Miasta. Praktyka, która przeczy idei samorządności i uniemożliwia pracę radnych na rzecz mieszkańców. O prawo głosu musiał walczyć i dopominać się również radny Damian Siedlecki. Lokalna demokratura stała się faktem. 
 
PS. Do wyżej wymienionych spraw oczywiście wrócę. Dziękuję radnym, którzy rozumieją samorząd i wyrazili dezaprobatę dla cenzorskich działań przewodniczącego. 
 


Paweł Bielański/Fb

Relacja "Panoramy Oleśnickiej" nr 5, 2-8 lutego 2021, s. 5:

"Panorama Oleśnicka" nr 5, 2-8 lutego 2021, s. 5.



wtorek, 19 stycznia 2021

"Całodobowa" ogrzewalnia z 3-godzinną przerwą. Bezdomni zostali wyrzuceni na 12-stopniowy mróz, oczywiście w świetle prawa


Sprawa miejskiej ogrzewalni w Oleśnicy, prowadzonej przez Służby Ratownicze stale powraca. Okazało się, że pomimo wszelkich nieprawidłowości związanych ze sposobem realizacji umowy przez Służby Ratownicze, Miasto ponownie powierzyło prowadzenie miejskiej ogrzewalni temu stowarzyszeniu właśnie. 


Miejska ogrzewalnia w Oleśnicy, prowadzona przez Służby Ratownicze. Fot. Paweł Bielański.

31 grudnia 2020 na stronie miejskiej pojawiła się informacja: 

"Od 1 stycznia 2021 roku operatorem ogrzewalni i łaźni w mieście będą Służby Ratownicze Oleśnica. Lokalizacja pozostaje ta sama - przy ul. Kolejowej 2.

W postępowaniu ogłoszonym przez Burmistrza została złożona tylko jedna oferta, właśnie przez to Stowarzyszenie. Ogrzewalnia i łaźnia są bardzo potrzebne zwłaszcza osobom bezdomnym oraz wszystkim tym, którzy potrzebują schronienia w chłodne dni. Pomieszczenia zostały wyremontowane i dostosowane do funkcji jaką mają pełnić.

Warunki jakie stworzono osobom korzystającym są bardzo dobre. Należy pamiętać, że ogrzewalnia nie ma charakteru noclegowni czy schroniska, jest jedynie miejscem do spędzenia czasu i zjedzenia posiłku pod dachem w czasie niekorzystnej aury. Oleśnicka ogrzewalnia jest jedyną w powiecie. Umowa ze Służbami określająca szczegółowe zasady współpracy została podpisana".

Pomieszczenia miejskiej ogrzewalni i łaźni po remoncie: 



Obecny wygląd wnętrza miejskiej ogrzewalni i łaźni po remoncie. Źródło: olesnica.pl, 31.12.2020.

Kiedy nadeszły styczniowe mrozy, magistrat postanowił, że ogrzewalnia będzie czynna całą dobę. Jednak chyba nikt by nie zgadł, że "doba" to nie 24 godziny, lecz 21 godzin... A to oznacza, że 3 godziny bezdomni mają spędzić na mrozie... Oczywiście osoby decyzyjne uważają, że prawo jest po ich stronie.

Radny Paweł Bielański napisał na swoim profilu facebookowym (2020.01.17, g. 10.46):

"Ogrzewalnia 'całodobowa' z... przerwą
 
Wczoraj zastępca burmistrza Edyta Małys-Niczypor przekazała komunikat, że ze względu na zapowiadane bardzo niskie temperatury ogrzewalnia będzie czynna całą dobę. Lokalny portal internetowy podał taki komunikat cyt.: 

'Mając na uwadze jutrzejsze bardzo niskie temperatury, zapewniony jest całodobowy dyżur ogrzewalni - informuje Edyta Małys-Niczypor, zastępca burmistrza Oleśnicy'.

Dziś o godzinie 8.00 bezdomni zostali wyproszeni z ogrzewalni, ponieważ jest... przerwa (!) do godziny 11.00. Taką informację przekazała mi właśnie osoba, która znajduje się w ogrzewalni.
 
Na zewnątrz jest - 12 stopni Celsjusza mrozu! Jest naprawdę zimno. Bezdomni przez te 3 godziny szukają schronienia w m.in. oleśnickich sklepach. 

Decyzja była o przedłużeniu godzin otwarcia i całodobowym funkcjonowaniu ogrzewalni była słuszna. Niestety nie pokrywa się ona z rzeczywistością, a informacja podana przez zastępczynię burmistrza jest nieprawdziwa". 
 
Paweł Bielański/Facebook, 2021.01.17, g. 10.46.

O godz. 12.07 Służby Ratownicze umieściły na swoim profilu Facebookowym post: 

"Oświadczamy, że od dnia 17.01.2021r ogrzewalnia prowadzona przez Służby Ratownicze w Oleśnicy przy ul. Kolejowej 2 czynna jest całą dobę. 

Jednakże codziennie w godzinach 8.30-11.00 zaplanowana jest PRZERWA związana ze sprzątaniem, dezynfekcją oraz ozonowaniem pomieszczeń, o czym korzystający zostali poinformowani. O przerwie został również poinformowany MOPS oraz policja, dla których jesteśmy do dyspozycji w tym czasie pod telefonem alarmowym 881 351 301. 

Zapewniamy w momencie gdyby w czasie przerwy pojawiła się osoba potrzebująca pilnej pomocy z powodu wyziębienia, udzielmy jej schronienia oraz pomocy medycznej, korzystając z innego pomieszczenia. W okresie trwającej pandemii niestety nie ma innej możliwości, samo wietrzenie po ozonowaniu wynosi 1 godzinę".

Służby Ratownicze/Facebook, 2021.01.17, g. 12.07.

A po paru minutach, o godz. 12.19, pod postem Pawła Bielańskiego, komentarz napisał prezes Służb Ratowniczych, Tomasz Robert Krawczak: 

"Pawle. szkoda że znowu szukasz problemu tam gdzie go nie. Ta prowokacja jest niepotrzebna i nie działa na korzyść nikogo a na pewno nie na korzyść bezdomnych, którym tak naprawdę nie chcesz pomóc. Zapraszaliśmy wielokrotnie nawet publicznie, byś przyszedł zobaczyć przed pisaniem nieprawdy. Nie chcesz skorzystać - czyżby dlatego że wtedy musiałbyś napisać prawdę?? Czy pomogłeś komuś z bezdomnych??? były święta?? mogłeś zaprosić do domu na ogrzanie, obiad. Mogłeś kupić ubranie. Jak nie masz odwagi podejść do bezdomnego , spojrzeć mu w oczy, mogłeś zakupić i przywieźć na ogrzewalnię - na pewno by otrzymali. Może poszukasz dla nich pracy??? Zorganizujesz pomoc w jakimkolwiek zakresie. To naprawdę wyborczo pomogłoby Ci bardziej niż bezzasadne i brudne politykowanie". 

Prezes Służb Ratowniczych, Tomasz Robert Krawczak/Facebook, 2021.01.17, g. 12.19.

Sam komentarz jest bardzo interesująco skonstruowany. Zawiera kilka ciekawych pomówień. Kto zna Pawła Bielańskiego i śledzi jego ponadprzeciętne zaangażowanie na rzecz potrzebujących, seniorów oraz bezdomnych wie, że zarzuty są kłamliwe. A sugestia, że Paweł Bielański "nie ma odwagi podejść do bezdomnego, spojrzeć mu w oczy" jest co najmniej śmieszna. 

Odkrywanie niewygodnej prawdy prezes Służb Ratowniczych nazwał "bezzasadnym i brudnym politykowaniem".

Komentarz tej treści został polubiony przez radnego Grzegorza Żyłę z politycznego ugrupowania burmistrza Jana Bronsia. 

Później pod postem Pawła Bielańskiego posypały się kolejne komentarze. 

Internauta Mateusz napisał: 

"osoby bezdomne potrzebują systemowych rozwiązań, a nie altruizmu jednej czy drugiej osoby. Im trzeba pomagać codziennie a nie od święta. Jeśli system nie działa to nic nie da działanie poszczególnych osób. Poza tym to zadanie własne gminy które powinna ona realizować". 

A na komentarz innego internauty, że "Taki radny to wstyd dla miasta, powinien złożyć mandat i odejść", odpisał: 

"wstydzić się powinni radni, którzy nic nie robią. Radny, który działa i jest aktywny nie ma co się wstydzić. Lepiej coś robić niż nic nie robić". 

Natomiast internautka Kasia napisała: 

"każdy w miarę swoich możliwości może pomagać chociażby tym którzy są najbliżej i tego potrzebują. Wiem że pan Paweł Bielański również to robi. Ale to jest kwestia sumienia każdego człowieka. Jednak jeśli ktoś bierze za tą pomoc pieniądze, to się powinien tym zająć zgodnie z umową, profesjonalnie, uczciwie i bezdyskusyjnie. Ludzie, którzy zajmują się ogrzewalnią i biorą za to pieniądze przede wszystkim wykonują pracę zgodnie z wytycznymi Urzędu Miasta, a nie niosą bezinteresowną pomoc". 

Internautka Asia ironizowała: 

"Zapraszamy bezdomnego, którego rzekomo Pan przyprowadził na ogrzewalnię. Już 1.5h czekamy i do tej pory nie pojawił się Pan z nim ponownie". 

Wtórował jej prezes Służb Ratowniczych, Tomasz Robert Krawczak: 

"Niestety, to nie chodziło o dobro bezdomnego a jedynie o sprowokowanie kolejnej zadymy. Czy naprawdę w polityce o to chodzi??? Czy to jest jeszcze polityka??? Czy naprawdę radni Oleśnica Razem (bo tam też się to pojawiło) zgadzają się z taką polityką - brudną polityką?" 

Tomasz Krawczak/Facebook, 2021.01.17, g. 12.45.

Głos zabrał ponownie Paweł Bielański: 

"Telefon o bezdomnym ogrzewającym się w jednym z oleśnickich sklepów dostałem około godziny 10.00. Dobrze, że właściciel sklepu wykazał się empatią i nie wypraszał tej osoby ze sklepu.Wizyta w ogrzewalni i informacje, które przekazał mi osoba, która tam była , potwierdziły informacje przekazane od bezdomnego, że od 8.00 do 11.00 ogrzewalnia jest nieczynna, a bezdomnych wyproszono. Tyle z faktów. Jak ktoś twierdzi, że to kłamstwo łatwo możemy sprawę zweryfikować z właścicielem sklepu. Jak funkcjonują obiekty czynne całodobowo bez konieczności wypraszania bezdomnych? Nie wiem, ale się dowiem, bo nie jest to wiedza tajemna". 

Paweł Bielański/Facebook, 2021.01.17, g. 14.00.

Tomasz Krawczak kontynuował personalne wycieczki do Pawła Bielańskiego: 

"szkoda że Ty nie masz takiej empatii i nie jesteś w stanie pomóc bezdomnym osobiście".

Tomasz Robert Krawczak/Facebook, 2021.01.17, g. 14.04.

Do dyskusji włączył się radny Damian Siedlecki: 

"Tomku, dlaczego Ty zawsze jakąkolwiek dyskusję na temat ogrzewalni (i chyba nie tylko) sprowadzasz do kwestii empatii dyskutanta (z którym zazwyczaj się nie zgadzasz), a jakoś nigdy nie zwracasz uwagi na fakt, że Ty (a właściwie SR) nie robisz tego za darmo, a za prowadzenie miejskiej ogrzewalni bierzesz (a właściwie bierze SR) publiczne pieniądze?"

Damian Siedlecki/Facebook, 2021.01.17, g. 14.35.

Na co Tomasz Krawczak odparł: 

"dlatego że tu, jak wspomniałeś dyskutantom nie chodzi o poprawę jakości życia i warunków bezdomnym a jedynie o politykę i dobrze o tym wiesz. A odnośnie otrzymywanych przez SR środków na prowadzenie ogrzewalni przypominam że każdy miał możliwość i nikt nawet nie próbował. Jeżeli mówisz o mojej osobie to osobiście robię to wszystko na co zwracam uwagę".

Tomasz Robert Krawczak/Facebook, 2021.01.17, g. 14.43.
 

Damian Siedlecki ripostował: 

"Tomku, wybacz, ale nie chcę wracać do przeszłości i nie będę przypominał kto (i dlaczego) zrobił z ogrzewalni temat polityczny. To jest temat na zupełnie odrębną dyskusję, niekoniecznie na FB. 

I nie jest też prawdą, że, jak mówisz, "KAŻDY" miał możliwość. No jednak niezupełnie każdy. Ale chyba rozumiem ten skrót myślowy".

Damian Siedlecki/Facebook, 2021.01.17, g. 15.16.

Z kolei wywiązała się wymiana zdań pomiędzy radnym poprzedniej kadencji Marcinem Karczewiczem a Tomaszem Krawczakiem.

Marcin Karczewicz: 

"To tak dla jasności, Służby Ratownicze na prowadzenie ogrzewalni dostają od miasta ponad 18 tysięcy miesięcznie". 

Tomasz Krawczak: 

"proponuje używać kalkulatora jeśli podział 12.5 na 12 stwarza zbyt duży problem". 

Marcin Karczewicz: 

"Służby Ratownicze dostają 130 tysięcy rocznie. Licząc, że ogrzewalnia jest otwarta od 1 stycznia do 30 kwietnia i od 1 października do 31 grudnia daje nam 7 miesięcy. Służby dostają jak już wcześniej napisałem 130 tysięcy podzielić przez 7 miesięcy daje nam kwotę 18571, 42 zł. miesięcznie. No chyba, że latem mamy minusowe temperatury i ogrzewalnia też jest otwarta to w takim razie zwracam honor". 

Tomasz Krawczak: 

"warto się dowiedzieć przed komentowaniem i podawaniem nieprawdy ile SR dostają i za co. a potem śmiało pisać".

Marcin Karczewicz i Tomasz Krawczak/Facebook, 2021.01.17, g. 14.36.

Internauta Rafał zarzucił radnym bezczynność i pisanie komentarzy w mediach społecznościowych zamiast podjęcia zdecydowanych kroków i zabrania się do pracy: 

"Może zamiast przerzucać się nawzajem oskarżeniami, tudzież z jednej lub drugiej strony nieprawdą, wypadałoby 'zebrać' się razem, podjąć jakieś decyzje i chociażby wyremontować tą tzw. 'ogrzewalnię'. Bo patrząc na to, przypomina mi akurat jedno: 'bunkier poniemiecki'. No ale tzw. Radni Oleśnicy (obecni i przede wszystkim Ci, co już 'rządzili') zamiast podjąć zdecydowane kroki, wolą komentować sprawy w mediach społecznościowych, zamiast zabrać się do pracy. Żałosne to wszystko!"

Paweł Bielański odpowiedział: 

"Budynek 'spełnia' ponoć wszelkie standardy. A gdy zapytałem SANEPID o szczegóły to odpisali, że nie jestem stroną w sprawie. Wg SANEPID tylko MOPS jako strona zlecającą usługę może wnieść uwagi. Jednak dyrektor MOPS nie widzi takiej potrzeby, bo dla niego wszytko jest ok. Burmistrz dedykował z budżetu miasta na organizację miejskiej ogrzewalni i łaźni 130 tysiące złotych. W mojej ocenie jest to wystarczająco duża kwota.

Budynek należy do PKP, a Służby Ratownicze budynek wynajmują i świadczą w nim usługę dla MOPS. Miasto ma jeszcze zapłacić za remont budynku PKP?" 
 
Paweł Bielański/Facebook, 2021.01.17, g. 22.20.